Archiwum 06 kwietnia 2014


kwi 06 2014 Korsarz
Komentarze: 1

Nieśmiały uśmiech, podnoszę głowę
Widzę dwie ręce, nogi i pierś
Stalową tarczę, oczy stalowe
Ostrze błyszczące co niesie śmierć

Nie dbam o litość, nie dbam o ludzi
Za ciosem garda za gardą cios
Szał zabijania, uśmiech ostudzi
Nie jest istotny niczyi los

On jest silniejszy, bolą ramiona
Po czole spływa już stróżką krew
Złamali tarczę, zabili konia
Powoli słyszę już śmierci zew

Ja się nie poddam, mimo iż klęczę
Nie złożę broni daremny trud
A jeśli legnę i tak zwyciężę
Rosząc swą krwią u jego stóp

Ostatni sztych, ostatnia garda
Ciemność zwycięża wszechmocna jest
Ostatni cios, szyja rozdarta
Kiedyś ktoś pewnie pomści mą krew

 

(Kroniki Wybrzeża Śmierci)

Wszelkie prawa do powielania, czy kopiowania zabronione. Do inspirowania nie ;P

kwi 06 2014 Śmierć Marsa
Komentarze: 0

Karczma wyglądała jak każda inna w tej okolicy. Była jedynie ... większa od innych i wokół niej z czasem zaczęła powstawać niewielka osada. Ot odwieczne prawo uczęszczanych szlaków. Wędrowiec, odziany w ciemną szatę z kapturem zasłaniającym twarz rozejrzał się dokoła.
-Miejsce dobre na śmierć jak każde inne. – mruknął do siebie i uśmiechnął się z przekąsem. Ruszył w stronę wejścia karczmy.
W środku panował zgiełk jak w wyszynku w centrum stolicy księstwa, a może nawet jak w królewskich miastach. Wielość ras, różne mowy, różne wiary, widać było, że to centrum odpoczynku w podróży zewsząd do gdziekolwiek.
Podróżny wypatrzył miejsce gdzieś na uboczu, rozciągnął wokół siebie magiczną zasłonę, która pomagała w unikaniu wścibskich oczu, zaczął obserwować. Jego uwagę przyciągnął rubaszny głos kobiecy z głębi głównej sali.
-Szukasz zwady krasnali pomiocie, nie takim jak ty ręce i nogi wyrywaliśmy i to żywcem.
-Nie Pani, wybacz Pani.
-A ty elfie ścierwo? Czegoś chciał?
-Nic Pani, już mnie nie ma wybacz.
Wędrowiec zaciekawiony i rozbawiony nieco sytuacją wypuścił delikatną sondę w stronę kobiety, o której dało się powiedzieć tyle, że nie mogła być normalną, skoro przychodziła do karczmy w pełnej zbroi płytowej, a z pod hełmu widać było tylko oczy nos i usta i to prawdopodobnie tylko po to, by móc spokojnie sączyć lokalne wino.
Kobieta zareagowała nadspodziewanie i to nie tylko dla tego, że poczuła coś, czego nie powinna wyczuć, ale szybkość z jaką w jego stronę pomknął sztylet była niemal fascynująca. Z niemałym trudem odbił go karwaszem, kobieta była już przy nim trzymając drugi sztylet przy jego szyi.
Uśmiechnął się do siebie, delikatnie dając znać, że jego miecz jest niebezpiecznie blisko pachwiny napastniczki.
-Witaj Pani, rzadko w tym świecie widuję starożytne rasy, a już mroczni elfowie? Myślałem, że wyginęliście.
-Kim jesteś warknęła, nie dostrzegam rysów twej twarzy, cóż to za magia obcy człowieku?
Pomyślał, że była by pięknym wampirycznym wojownikiem, rzadko kiedy podobały mu się mroczne elfki.
-Odstąp Pani, nim twa reputacja legnie w gruzach, jak i Twe piękno ucierpieć może. Dawno chyba już sama tułasz się po świecie, skoro nazywasz mnie człowiekiem.
W oczach elfki zauważył strach i niedowierzanie, odsunęła się nieco i opuściła sztylet, pozwolił sobie na to samo.
-Masz rację obcy, zapomniałam już, że oczom nie zawsze powinno się ufać. Witaj więc smoku, - uśmiechnęła się zaczepnie. – Jak mam Cię zwać, chciała bym wiedzieć, jakie imię wyryć na twym nagrobku.
Wędrowiec zdjął kaptur, Błękitne oczy, włosy proste o nieokreślonym kolorze i długości. Twarz piękna, anielska.
-Jestem Marsmadonis pani, a Ty?
-Na niebiosa, smok wojny zwany Marsem- cofnęła się o dwa kroki przerażona, wybacz me maniery. Dawno faktycznie nie widziałam nikogo ze starożytnych, ale smoka i to jeszcze ...ehh, jestem Helena ostatnia córka plemienia z Mrocznych Pieczar Śmierci.
Skinął głową. – Co trzyma tu starożytną, chyba nie smak tutejszego napitku.
Wygięła szyderczo usta, sadowiąc się na przeciwko smoka, w pozycji która umożliwiała jak najszybsze sięgnięcie do broni.
-Nie – odparła.
-Rozmowna jak wszyscy z Twego szlachetnego plemienia.
-A Ty panie smoku?
-Ja też nie.
Przez chwilę mierzyli się wzrokiem, poczym oboje wybuchli śmiechem.
-Karczmarzu wina dla mnie i mojego gościa – zagrzmiała kobieta – a i mięsiwa nie żałuj, bo strudzony na pewno wielce. – Jak rozumiem, rzuciła w stronę smoka tak by nikt nie usłyszał, raczej jagnięciny na ostro przyprawianej siarką chcieć nie będziesz – i głośniej do karczmarza – dziczyznę przynoś.
Smok zachichotał – Chyba nie ufasz plotkom Pani. Ten szewc, zacny z niego człowiek był i wielkiej odwagi. Miał prawo do własnej legendy.
-Jak to, znaczy przeżył?
-Owszem, przydał mi się mocno. Pogłoski o mojej śmierci zawsze dawały chwilę oddechu. – uśmiechnął się smutno.
...
Zmierzch zapadał nadspodziewanie szybko. Słoneczne niebo nagle poszarzało, żeby w niedługim czasie zrobić się zupełnie granatowe.
Smok rozejrzał się po karczmie, było zbyt ciemno jak na tą godzinę. Szybkim ruchem przyciągnął elfkę do siebie.
-Krwiopijcy szepnął, nie zgubiłem ich jak sądziłem.
-Ilu szepnęła.
Wypuścił sondy, wyczuł koło setki.
-Jeśli czegoś szybko nie wymyślimy to nie zostanie tu nikt żyw.
-Oni szukają tylko Ciebie- mruknęła elfka.
Smok poczuł ukłucie w nadgarstek. Czarny lotos, to go nie zabije, ale skutecznie pozbawi magii. Odepchnął mroczną, pofrunęła na środek Sali prawdopodobnie łamiąc sobie przy okazji jakieś kości. Nie był pewien, czuł się goły bez mocy. Ktoś go zdradził, kto?
Drzwi karczmy otworzyły się z hukiem, weszła przez nie nieziemsko piękna kobieta.
Zwiewna szata ledwo okrywała jej kobiece kształty, włosy falami spływały niemal żywym strumieniem smoły zatrzymując się dopiero w okolicy pasa.
-Bellona – wyszeptał smok, w jego oczach pojawiły się łzy.
Mrok był wszędzie, kły szarpały, pazury darły ... stał oparty plecami o jakieś resztki ściany. Miecz raz po raz unosił się i opadał, aż stanęła na przeciwko niego.
-Mój Panie.
-Kochana – wyszeptał – nie potrafię – opuścił miecz.
-Kobieta z prędkością błyskawicy dopadła smoka zanurzając świetliste ostrze, które niewiadomo kiedy znalazło się w jej ręku, w jego piersi.
-Bellona, wybaczam Ci – smok osunął się na kolana – kocham Cię.
Wampirzyca z niedowierzaniem poczuła ból w okolicy piersi. Upadła na kolana jak smok.
- Nieee, Drakulis! Obiecałeś. – Krzyknęła. – Spojrzała na konającego smoka. – To wszystko było kłamstwo – szepnęła - przepraszam.
-Wiem kochana, żegnaj.
Oboje jednocześnie osunęli się na ziemie, która zadrżała.
.....
-I tak drodzy studenci odszedł jeden z ostatnich smoków. Być może najpotężniejszy z nich. Zabity przez miłość swojego życia.
-A czemu zginęła Bellona?
-Jego druga połówka, jego życiowa miłość, stworzona dla niego ... cóż, wiązała ich magia życia i śmierci. Nieliczne wampiry wiedziały o tym, że życie ich protoplastom dało serce smoków i wraz z jego śmiercią, to życie traciły. Ale często nienawiść była silniejsza niż ta wiedza. Większość pierwotnych wampirów jednak nie dawała się oszukać i ginęły w obronie swych smoczych miłości. Ginęli razem.



(Historia Smoków)

Wszelkie prawa do powielania, czy kopiowania zabronione. Do inspirowania nie ;P